Pin It

Coraz więcej osób decyduje się na ekorodzicielstwo. Używają wielorazowych pieluszek i naturalnych kosmetyków, noszą maluchy w chustach, a zamiast proszku do prania wybierają wywar z orzechów. Czy ekowychowanie jest trudne i na czym tak naprawdę polega? O blaskach i cieniach ekorodzicielstwa rozmawiamy z Anna Nogajską, ekomamą dwójki dzieci, która wie wszystko na temat chust i naturalnego pieluchowania.

Jak to się stało, że zdecydowała się Pani na ekorodzicielstwo?

Moje początki nie były wynikiem jakiejś przemyślanej wcześniej strategii. Gdy urodził się syn, okazało się, że jest dzieckiem alergicznym. Wysypka przez kilka tygodni nie znikała. Na niemieckich forach internetowych trafiłam na grupę rodziców wychowujących dzieci bezpieluchowo. Dotarło do mnie, że w pieluchach jednorazowych, chusteczkach nawilżanych, kosmetykach itd. jest mnóstwo szkodliwych substancji. W kilka dni po zrezygnowaniu z jednorazówek syn zaczął normalnie funkcjonować, a ja zrozumiałam, że ważne jest nie tylko to, co się je, ale też to, co ma kontakt ze skórą.

Jak zareagował mąż? Z entuzjazmem czy raczej z oporem przyjął zmiany?

Mąż od początku mnie wspierał i pomagał we wszystkim. Pochodzi z Niemiec, gdzie świadomość ekologii jest dużo większa niż u nas w kraju. To on wiele lat temu nauczył mnie, że podczas zakupów należy czytać etykiety ze składem produktów. Na początku strasznie mnie to irytowało, bo trwało wieki, ale z czasem przyznałam mu rację.

Jak otoczenie postrzega Pani sposób wychowywania? Spotkała się Pani z zarzutami, że teraz bycie eko jest po prostu modne, więc i ekorodzicielstwo jest na topie?

Spotykałam się i nadal spotykam z różnymi komentarzami. Nie mają one dla mnie jednak większego znaczenia. Nikomu nie wciskam na siłę swojego stylu życia. Rad udzielam tylko wtedy, gdy ktoś mnie o to poprosi. Jako przykład: dzieci w przedszkolu i w szkole dostają do picia wyłącznie słodzoną, rozpuszczalną herbatę. Ponieważ my w domu pijemy głównie zioła, to nasze dzieci po prostu zabierają ze sobą herbatę w termosie. Nie staram się zmieniać zasad panujących w szkole, bo to decyzja i świadomość rodziców, co ich dzieci spożywają w ciągu dnia. A prawda jest taka, że większość rodziców pije w domu słodzoną, czarną herbatę. Jak mają więc wpływać na szkołę, aby ona serwowała dzieciom niesłodzone zioła? Ekologia nie jest modna, bo świadomość naszego społeczeństwa jest nikła. Czasem, gdy się pojawiam na jakiejś ekoimprezie z wykładem i jestem elegancko ubrana, ludzie przeżywają szok, bo spodziewali się pani, która przyjdzie boso, odziana w len i bursztyny.

Co Pani zdaniem jest najważniejsze w ekorodzicielstwie, a co można sobie „odpuścić”? Czy raczej trzeba do ekorodzicielstwa podchodzić całościowo i jeśli już decydujemy się na taki sposób wychowywania, to stosujemy się do wszystkich reguł?

Dla mnie nie ma czegoś takiego jak „reguły ekorodzicielstwa”. Ja ciągle dowiaduję się czegoś nowego, ciekawego, co włączam w nasze życie. Robię to, z czego wszyscy mamy frajdę, to, co dla nas jest ważne. Nic na siłę i dla zasad. Ekorodzicielstwo ma dawać radość z życia, a nie prowadzić do umęczenia całej rodziny. Lubię ubrania eko z wełny, ale to nie znaczy, że cały czas je noszę. Lubię ksylitol zamiast cukru, ale to nie znaczy, że mam codziennie upieczone domowe ciasteczka. Ekorodzicielstwo rozumiem jako budowanie świadomości rodziny na temat zdrowia. Równie ważny jak dobre jedzenie jest ruch. Jeśli ktoś odżywia się ekologicznie, ale całymi dniami siedzi przed telewizorem, to raczej zdrowy nie będzie.

Czy bycie ekorodzicem jest trudne? Wiele osób uważa, że to bardzo czasochłonne i… kosztowne.

Trudniejsze i kosztowniejsze jest leczenie niż zapobieganie. Takie są moje doświadczenia jako mamy dwójki dzieci. Ogólnie wychowywanie dzieci i posiadanie rodziny jest czasochłonne. I jeśli ktoś nastawia się na coś innego, to na pewno przeżyje rozczarowanie. Nie wydaje mi się, że moje życie jest trudniejsze i droższe niż innych rodziców. Może dlatego, że nie żyję wg konkretnych zasad i reguł? Np. dzieci w szkole jedzą takie same posiłki jak inne dzieci. Nie chodzą do specjalnego przedszkola czy szkoły, zresztą takowych i tak nie ma w naszej okolicy. Po prostu funkcjonujemy w pewnych realiach i nie da się wyeliminować wszystkiego, co nie jest eko. Jako przykład podaję często kosmetyki. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że te ekologiczne są bardzo drogie, ale z drugiej strony – są dwa razy wydajniejsze. Poza tym np. nie mam potrzeby stosowania balsamu do skóry czy też odżywki do włosów. W efekcie wydaję na kosmetyki o wiele mniej niż moi znajomi, którzy „oszczędzają”, kupując tanie żele pod prysznic i szampony.

Z pewnością najbardziej kontrowersyjne w ekorodzicielstwie jest podejście do szczepień. Reni Jusis otwarcie przyznaje, że jest przeciwna szczepionkom. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Kwestia szczepień nie dotyczy tylko ekologicznie świadomych rodziców. Wielu z nas ma mieszane uczucia. To jest wyłącznie decyzja rodziców. Wydaje mi się, że nie są zadowoleni ani ci, którzy szczepią, ani ci, którzy nie szczepią. Każda decyzja wiąże się z ryzykiem. Jedno jest pewne: w przypadku wielu chorób można sobie pozwolić na nieszczepienie, ponieważ znaczna większość populacji jest szczepiona. Moje dzieci są zaszczepione, ale zrobiłam to znacznie później niż przewidziano to w kalendarzu szczepień. Muszę żyć ze świadomością, że wprowadziłam do ich organizmu rtęć i aluminium.

Prowadzi Pani sklep z chustami i wielorazowymi pieluszkami. Pomysł na takie zajęcie narodził się już na początku macierzyństwa czy raczej był „ubocznym” efektem zdobytego doświadczenia?

Sklep przyszedł później jako efekt moich działań związanych z wymianą doświadczeń z innymi rodzicami. Zaczęło się od portalu informacyjnego na temat wychowania bezpieluchowego. Bardzo szybko zrobiłam też kursy dla Doradcy Noszenia. Obecnie mam przyjemność prowadzić Szkołę Noszenia ClauWi®. Dopiero później powstał sklep, gdyż rodzice pytali mnie o polecane produkty. Niestety takie małe sklepy o wąskim profilu jak mój powoli tracą rację bytu. W styczniu 2011 roku wprowadzono 23% VAT na pieluszki wielorazowe. Jednorazówki nadal objęte są 8% VAT. Jest to absurdalna sytuacja.

Nie tylko prowadzi Pani sklepy internetowe, ale również jest Pani Doradcą Noszenia. Czym zajmuje się taki doradca i jak wygląda zainteresowanie taką pomocą wśród kobiet?

Obecnie kształcę Doradców Noszenia ClauWi® jako trener i właściciel Szkoły Noszenia ClauWi®. Doradcy Noszenia, którzy ukończyli kursy w mojej szkole, to osoby, które zdobyły wiedzę na temat rozwoju dziecka w pierwszych miesiącach życia, znają kilka sposobów wiązania chusty, pracują z profesjonalnym sprzętem. Potrafią znaleźć optymalne i zdrowe rozwiązanie dla konkretnego dziecka i konkretnego rodzica. Doradca pomoże dobrać odpowiednią chustę lub nosidło. Rodzic, który skorzysta z usług Doradcy, będzie miał poczucie, że nosi prawidłowo i nie szkodzi swojemu dziecku i sobie.

Zainteresowanie rodziców jest duże, ponieważ na temat noszenia w chustach funkcjonuje wiele mitów. Oczywiście, istnieją również ogromne różnice w jakości oferowanych zajęć: logiczne jest, że na warsztacie na którym obecnych jest 10 rodziców z dziećmi nauczymy się raczej niewiele, dlatego zawsze zachęcam do indywidualnych spotkań z Doradcą.

Dziękuję za rozmowę.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ