Pin It

O empatycznej relacji rodzic-dziecko rozmawiamy z Joanną Berendt i Magdaleną Sendor, autorkami książki „Dogadać się z dzieckiem. Coaching, empatia, rodzicielstwo”.

 „Nie potrzebujemy być idealni, potrzebujemy być jedynie systematycznie mniej niedoskonali” – już w pierwszym rozdziale przytaczacie cytat Marshalla Rosenberga, twórcy Porozumienia Bez Przemocy. Jak to się odnosi do rodzicielstwa i do tego utartego już dążenia do bycia idealnym rodzicem?

Joanna Berendt: Nie wiem jak inni rodzice, ale ja myśląc o sobie mam głębokie przekonanie, że nie jest to możliwe, aby być idealnym. Co by to miało znaczyć – nie popełniać błędów, być wiecznie spokojnym? Ten cytat bardzo mi rezonuje, i w rodzicielstwie, i w ogóle w życiu. Dla mnie życie i rodzicielstwo nie jest stałe, jest to rozwój. Jednego dnia moje dzieci się kłócą i potrafię na to zareagować w jakiś fantastyczny sposób, a innym razem już nie, bo np. mam za sobą nieprzespaną noc, albo trudny projekt w pracy. Chcę natomiast cały czas nad sobą pracować, wkładać w to wysiłek i zmieniać się w kierunku kontaktu z sercem i kontaktu z moimi dziećmi.

Wasza książka skłania do nieco głębszej refleksji nad rodzicielstwem. Dosyć dużo w niej przede wszystkim o samym rodzicu – o tym czego on chce, jakie ma potrzeby, co chce dać swojemu dziecku. Piszecie wprost – rodzicu, najpierw zadbaj o siebie, to, że nim jesteś nie musi oznaczać poświęcania się dla dziecka. Czy łatwo jest ich do tego przekonać?

Magdalena Sendor: Mam takie poczucie, że jak mówimy o tym na warsztatach czy spotkaniach dla rodziców, to pojawia w nich jakaś ulga. Nasze mamy również miały takie przekonanie, że dziecko jest najważniejsze. Znam na przykład wielu rodziców, którzy wożą swoje dzieci na różne pozaszkolne zajęcia i narzekają na to, że przez to sami sobie nie dają czasu na zrobienie tego, co chcą. Mam jednak wrażenie, że niekoniecznie wiążą to z frustracją, jaką przeżywają, i że nie pomyśleli po prostu o tym, aby zadbać o siebie i coś faktycznie dla siebie zrobić.

Joanna Berendt: Często na naszych warsztatach pojawiają się rodzice, którzy przyznają, że bardzo kochają swoje dzieci, ale czasami sami zachowują się w taki sposób, w jaki by nie chcieli, np. mówią coś, co sprawia, że sami siebie nie poznają. Powiedzenie im, że może to wynikać z ich niezaspokojonych potrzeb, które ujawniają się w sytuacjach zmęczenia czy stresu, jest dla nich ulgą. Zaspokojenie swoich potrzeb i dbanie o siebie przeciwdziała temu, aby w jakiejś niespodziewanej sytuacji (np. kolejnej nieprzespanej nocy) pojawiało się poczucie nierównowagi. Rodzice często sami nie uświadamiają sobie tych potrzeb, działając w schemacie „powinnam”, „trzeba”, „muszę”. Jak możemy dać szczęście swoim dzieciom jeżeli sami nie jesteśmy szczęśliwi? Co więcej, nasze niezaspokojone potrzeby wychodzą właśnie w nieadekwatnych sytuacjach, kiedy np. zaczynamy krzyczeć, bo tylko rozlał się soczek. Stąd pomysł, aby dzięki tej książce pomóc rodzicom zdefiniować w jakich chcą iść kierunku, aby potem zadbali o siebie.

Piszecie również, że aby dogadać się z dzieckiem, potrzebujemy najpierw dogadać się sami ze sobą.

J.B.: Tak. Przykładowo nie jestem zadowolona z mojej dzisiejszej rozmowy z córką. To była rozmowa na poziomie strategii – ona czegoś nie chciała, a ja chciałam. Rozmawiając w ten sposób może się włączyć schemat znany z dzieciństwa albo ze szkoły – jeżeli mówisz nie, to nie dostaniesz czegoś, czyli pojawia się kara. To przepychanka słowna i ja to nazywam przemocą, ponieważ występuje się tutaj z pozycji silniejszej osoby, tej, która ma władzę. Nie ma tutaj przemocy fizycznej, ale wiąże się to z nieposzanowaniem zdania dziecka. Po tej rozmowie uświadomiłam sobie, że chcę słyszeć zdanie mojej córki i tak naprawdę nie wiem, dlaczego ona nie chce, ani dlaczego mi na tym zależy. Ważne jest, aby najpierw porozmawiać o naszych intencjach i potrzebach. Ja ją bardzo kocham i troszczę się o nią i chcę, aby ona z tego miejsca podejmowała decyzje, a nie z miejsca strategii. Będziemy mogli się lepiej wzajemnie usłyszeć jeżeli będziemy rozmawiać z miejsca jasności co do swoich potrzeb.

Trzeba również zadbać o siebie. Po tej trudnej rozmowie z córką, skontaktowałam się z kilkoma osobami, które mogły mnie wysłuchać i dać mi empatię, abym skontaktowała się sama z tym, co jest dla mnie ważne i z tego miejsca zaczęła znów rozmawiać ze swoim dzieckiem. Rodzic, który jest w kontakcie ze sobą, nie jest sfrustrowany, nie jest w poczuciu winy.

Nawiązując do tytułu książki – jak dogadać się z dzieckiem? Jakie są założenia empatycznej komunikacji?

M.S.: Inspirujemy się głównie Porozumieniem Bez Przemocy. Jest w nim model czterech kroków – dosyć prosty, ale niełatwy w przełożeniu. Najpierw wszystkie nasze oceny, osądy próbujemy przełożyć na obserwację – co widzimy, co słyszymy, tak, aby stworzyć przestrzeń, że wiemy o czym mówimy, np. nie „jesteś spóźnialski”,  tylko „3 razy w tym tygodniu przyszedłeś do szkoły po dzwonku”. Potem mówimy o uczuciach – jeżeli mówimy na początku o sobie to mówimy o swoich uczuciach. Następnie mówimy jakie potrzeby są zaspokojone, bądź niezaspokojone w związku z tym. Na końcu jest prośba i jest to ważny moment, aby starać się kończyć prośbą o kontakt – jak to jest u ciebie?, co z tego wynosisz? albo powiedzieć konkretne działanie, co chcę, abyś teraz zrobił, np. „chcę cię prosić, abyś pozwolił, że to ja będę nastawiać dla ciebie budzik”.

Dogadanie się z dzieckiem częściej będzie przechodzić właśnie przez to słuchanie, czyli najpierw będziemy chcieli się wsłuchać, co się dzieje w dziecku, np. jeżeli mówisz mi o tym, że tobie trudno jest być na ósmą w szkole, to jak się czujesz, czego ty potrzebujesz i zgadujemy jaka może być prośba w związku z tym. Jeżeli chodzi więc o taki czysto techniczny sposób, jak się dogadać, to wspiera nas w tym model czterech kroków. Nie jest to manipulacją i zapewnieniem, że na pewno się dogadamy, ale może to z pewnością zwiększyć szanse na to, że będziemy mogli w jednym czasie usłyszeć siebie i drugą osobę. Ważna jest tutaj intencja – to, że moją intencją jest słyszenie się, maksymalnie zadbanie o dwie strony i to co zawiera się w trzech słowach: szacunek i bezwarunkowa miłość – i dla siebie, i dla drugiej osoby oraz akceptacja tego, co się dzieje. Myślę, że połączenie tych czterech kroków i tych trzech intencji pomaga w budowaniu długotrwałej więzi. Nie oznacza to równocześnie, że zawsze to zadziała, natomiast ważne jest, aby później podejść znowu do tej rozmowy albo zaproponować dziecku coś, co sprawi, że jego potrzeby będą zaspokojone, np. nie będziemy rozmawiać, ale poświęcimy cały dzień na zabawę.

J.B.: Ja osobiście bardzo potrzebuję uświadomić sobie te cztery kroki dla siebie – co tak naprawdę się stało, jakie mam uczucia, potrzeby i o co ja chcę poprosić swoje dziecko nim po takiej trudnej sytuacji pójdę do niego. Te cztery kroki są faktycznie mapą w takich sytuacjach.

Książka jest oparta na Porozumieniu Bez Przemocy – na czym ono polega?

M.S.: Jest to zwiększenie szansy na porozumienie oparte na tym, jak mówić w taki sposób, aby druga osoba usłyszała dokładnie to, co ja chciałam powiedzieć i na odwrót. Porozumienie Bez Przemocy daje nam jasną wskazówkę – sprawdź, co usłyszałeś i sprawdź, co usłyszała druga osoba. Właśnie tutaj pojawia się na ogół najwięcej nieporozumień, ponieważ czasami słyszymy coś innego niż dana osoba chciała powiedzieć. To, co jest dla mnie cenne w Porozumieniu Bez Przemocy to przekuwanie strategii na potrzeby i na odwrót. Strategie to konkretne rozwiązania.

J.B.: Jest topodejście, które pozwala mi nawiązać kontakt. Przez kontakt rozumiem to, że rozmawiając, wzajemnie się słyszymy, szanujemy, jest między nami chęć współpracy. Kiedy tego wszystkiego nie ma, to ta metoda pozwala mi do tego dążyć. Porozumienie Bez Przemocy jest podejściem, które zachęca do tego, abym nie przeszła przez życie tylko na poziomie strategii czy jakiś powierzchownych rzeczy, tylko abym zatrzymała się tam, gdzie chcę z ciekawością co u mnie i co u drugiej osoby. To podejście jest dla mnie na tyle uniwersalne, że praktykując je, mam większą łatwość w porozumiewaniu się z ludźmi w taki sposób, który służy mnie i służy relacjom.

W jaki sposób Wasza książka może być pomocna dla kogoś, kto dopiero będzie rodzicem?

J.B.: Myślę, że ona może być pomocna na dwóch etapach.. Pierwszy element to pomoc w budowaniu swojej wizji nim to dziecko pojawi się na świecie. Drugi, to późniejsze wykonywanie ćwiczeń zawartych w książce czy praktyka kontaktowania się z obserwacjami, uczuciami, potrzebami i prośbami, co pozwala tę wizję na bieżąco modyfikować i działać w jej kierunku od momentu urodzenia się dziecka, a nie np. w momencie buntu dwulatka, kiedy rodzic zauważa, że trzeba coś zmienić. Wydaje mi się, że warto przygotować się do dziecka nie tylko pod kątem wyprawki, ale również pod kątem tego, co ja naprawdę chcę dać swojemu dziecku. To jest moment zmierzenia się ze swoimi doświadczeniami z dzieciństwa, aby nie powielać tych, które nie służą budowaniu relacji, a wybrać te, które wspierają kontakt. Zatrzymanie się i zbudowanie sobie swojej świadomej wizji i świadomych strategii co ja będę robić, jak będę się wspierać wspólnie z partnerem, pozwala być rodzicem takim, jakim się chce być bardziej od początku.

M.S.: Myślę, że ważne jest też to, aby rodzic zachował otwartość na to, że kiedy pojawia się dziecko, wszystko może się zmienić. Warto wtedy budować sobie od razu sieć wsparcia wokół siebie, aby móc na ten temat porozmawiać i przyjrzeć się temu, co się dzieje.

Nad czym warto się zastanowić w kontekście bycia rodzicem już na etapie oczekiwania na dziecko?

J.B.: Tutaj może być tyle odpowiedzi, co rodziców, ale myślę, że warto zastanowić się, jak widzimy relacje rodzic-dziecko szczególnie w sytuacjach konfliktowych. Czy to jest tak, że tylko rodzic ma rację, czy może być inaczej? Dla mnie np. kluczowym aspektem było uznanie, że dzieci od samego początku są już ludźmi, których chcemy w pełni szanować i których potrzeby są tak samo ważne jak dorosłych.

M.S.: Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to nie zastanawiać się – po prostu korzystać z tych chwil, kiedy jest się w ciąży i wzmacniać swój związek z partnerem. Może warto też pomyśleć o tym, co się będzie działo, kiedy przestanie być dobrze, kiedy pojawi się kryzys (np. na skutek zmęczenia), co wtedy robić. I dodatkowo zadbać o swoją sieć wsparcia.

W jednym z wywiadów wspominałyście właśnie o tym, aby zacząć szukać rozwiązań wtedy kiedy jest sytuacja pokojowa, a nie w momencie burzy…

M.S.: Czasami mamy taką presję aby coś szybko naprawić w tym momencie, kiedy coś się psuje, bo np. ktoś na nas patrzy, są jakieś oczekiwania rodziny albo ludzi w sklepie. Kiedy jest „burza” lubię takie powiedzenie „don’t get furious, get curious”, nie wściekaj się, ale zacznij być ciekawy, staraj się zobaczyć w tych momentach co jest dla nas najważniejsze. Czasami można sobie odpuścić, powiedzieć ok., poddałam się woli  dziecka, zrobiłam coś innego niż chciałam najbardziej na świecie, bo np. zależało mi wtedy o zadbanie o przestrzeń dla nas wszystkich. Tak było np. w sytuacji wspólnego spaceru z rodziną, kiedy niosłam rowerek córki, gdyż sama już nie chciała jechać, chociaż wolałabym, aby sama na nim jechała. Jednocześnie chciałam też, aby spacer przebiegł w spokojnej atmosferze, bo nie byłam tylko ja i ona, ale również moja siostra i jej dzieci. Później do tej sytuacji z rowerkiem wróciłam, gdy byłam już sama z dzieckiem – jak to było dla mnie, co bym wolała, co możemy zrobić następnym razem. Oczywiście, przy 3-4 letnim dziecku część z tego trafi, a część nie, ale mam wrażenie, że gdzieś zostaje w dziecku informacja, że przez rozmowę można do czegoś dojść, nie trzeba zawsze używać siły czy kary. Dla mnie jest to właśnie taka praca z wartościami, co jest dla mnie ważne i o tym trzeba rozmawiać z dziećmi przy okazji różnych sytuacji.

J.B.: Kluczowe jest, aby maksymalnie wyjść z tego obronną ręką dla siebie i dla dziecka i aby pamiętać, że naszą intencją jest szacunek, akceptacja i miłość. W oparciu o szacunek, wzajemną współpracę i zaufanie budujemy relację właśnie w chwilach pokoju, to są momenty, w których kładziemy fundament naszej relacji. W sytuacjach „burzy” moim zdaniem de facto spijamy śmietankę, bo jeżeli między nami było już jakiejś porozumienie,  to mamy się do czego odwołać . Przykładowo, mam ostatnio taką sytuację z moim pięcioletnim synkiem, kiedy mówię coś wielokrotnie, a on nie reaguje i to w chwili, gdy śpieszymy się i mamy wyjść z przedszkola. Jakoś to załatwiamy i wychodzimy, nie jest źle. Ale wtedy rozmawiam z nim: „Synku, zauważyłam, że ostatnio 3 razy, gdy wychodziliśmy z przedszkola, ja mówiłam pięć razy to i to, a Ty nie reagowałeś. Czy Ty mnie słyszałeś?”. Oboje jesteśmy wtedy spokojni, mamy czas, wypracowujemy strategię, co zrobimy wspólnie podczas kolejnej takiej sytuacji. Kiedy jest jakaś nerwowa sytuacja, nikt nie chce słyszeć o strategiach, dlatego warto tych rozwiązań szukać w sytuacjach pokojowych.

Z jakimi reakcjami spotykacie się, kiedy mówicie w kontekście rodzicielstwa m.in. o potrzebach, czy o nie stosowaniu kar i nagród?

M.S.: To zależy od tego, gdzie spotykamy rodziców. Jeżeli na warsztatach, to wtedy są oni tego ciekawi. Miałam natomiast kilka takich przypadkowych spotkań, kiedy zdarzało mi się słyszeć, że są to fanaberie, że dziecko musi wiedzieć, kto jest silniejszy. Myślę, że ludzie trochę się boją utracenia kontroli nad dzieckiem i że może jest to mylone z tym, że rodzic ma być przywódcą, a bez kar i nagród niektórym wydaje się to niemożliwe i wiele osób wiąże to z niestawianiem granic. Często wychowanie bez kar i nagród jest porównywane do bezstresowego wychowania. Myślę, że w rodzinie, w której rodzice szanują samych siebie, gdzie mają swoje marzenia, np. dotyczące pracy albo swojego życia osobistego, to jest niemożliwe, aby dziecko robiło, co chce. To jest kwestia tego, co my zrobimy, aby żyć pod tym jednym dachem i starać się zaspokajać maksymalnie dużo z naszych potrzeb.

Pod koniec książki piszecie właśnie o tym, aby stawiać te granice.

J.B.: Chcemy, aby rodzic zaspokajał swoje potrzeby i równocześnie zaspokajał potrzeby dziecka, aby to nie było wciąż na zasadzie albo-albo. Jesteśmy za tym, aby stawiać te granice. Też z punktu widzenia rozwoju dziecka, ono ich potrzebuje, aby czuć się bezpiecznie. Pytanie tylko, jak my te granice stawiamy, czy my o nich mówimy, czy sam proces ich stawiania daje dziecku bezpieczeństwo.

M.S: Ja dużą inspirację czerpię też od Jaspera Juula. Mam wrażenie, że u niego najmocniej to usłyszałam, że nie chodzi o to, że to dziecku stawiamy granice, tylko abyśmy sami wiedzieli, gdzie są nasze granice, a dziecko wtedy odnajdzie swoje. I to się łączy z Porozumieniem Bez Przemocy. Chodzi tutaj o określenie naszych własnych potrzeb i zadbanie o nie, czyli ja nie chcę zabronić czegoś dziecku, tylko odmawiam, bo to wchodzi w moje granice.

Jak postrzegać rodzicielstwo jako ścieżkę rozwoju?

J.B.: Ja bardzo wielu rzeczy nauczyłam się od moich dzieci. Przykładowo, gdy zauważyła jak trudne są dla mnie spory dzieci, postanowiłam wybrać się na kurs mediacji z intencją, że chcę odnaleźć sposób, aby mediacje w duchu Porozumienia Bez Przemocy wsparły mnie w radzeniu sobie z kłótniami dzieci. To mi się na tyle spodobało, że chcę dalej iść w tym kierunku dla siebie, prowadzę mediacje dla dorosłych, a być może nie wpadłabym na ten pomył gdyby nie moje dzieci. Książka, którą napisałyśmy, też dzięki temu powstała.

M.S: Dla mnie definitywnie to jest rozwój, wszystko co robię aktualnie zawodowo pojawiło się dzięki dzieciom i z potrzeby dzieci. To piękna droga, niekoniecznie łatwa, ale zmuszająca nas do tego, aby się określić, a to wielkie zaproszenie do rozwoju.

J.B.: Dziecko niejednokrotnie może być jak nasze lustro. Być może ja nie widzę tego, że krzyczę i postrzegam siebie jako osobę spokojną, a np. ze względu na to, że jestem szefem, inni nie zwracają mi na to uwagi. I nagle widzę, że moje dziecko krzyczy i zastanawiam się, skąd ono tak ma. Nieraz swoje zachowania mogę zobaczyć w zachowaniach dziecka i dzięki temu właśnie też się rozwijamy. Jeżeli jakieś zachowania w dzieciach nas denerwują, to zachęcam do sprawdzenia czy może nie jest tak, że na poziomie nieświadomym ja albo mój partner właśnie się tak zachowujemy.

Książka ma również podtytuł „Coaching, empatia, rodzicielstwo”. Na czym według Was polega coaching rodzicielski?

J.B.: W momencie, kiedy rodzic wie, że postępuje albo nie tak, jak chce, albo czuje, że coś jest nie tak w jego rodzicielstwie i potrzebuje zmiany, bądź w ogóle chciałby być lepszym rodzicem cokolwiek to dla niego znaczy, zgłasza się na coaching w temacie rodzicielskim. Sam coaching jest nie instruktażem, ani warsztatem, czyli ja nie mówię jak powinno być, tylko inspiruję i pomagam, towarzysze w odkrywaniu ich wewnętrznych zasobów, wizji, pomysłów na to jak być rodzicem. Jest to wspieranie klienta w rozwoju przy założeniu, że wszystkie zasoby i potencjał są w nim, a nie przychodzi to z zewnątrz od trenera czy od coacha. W wyniku takiego coachingu rodzice mają jasność jakimi chcą być rodzicami i też w tym kierunku podążają. Mają przy tym konkretne ćwiczenia, lektury, strategie, które sami opracowują, aby właśnie takim rodzicem być.

W naszej książce inspirujemy podejściem coachingowym i Porozumieniem Bez Przemocy, natomiast w żaden sposób nie dajemy sobie patentu, że mamy najlepszy sposób na wychowanie dzieci. Zachęcamy rodziców, aby sami znaleźli odpowiedzi pasujące do ich stylu bycia, do ich rodzicielstwa i do ich dzieci, stąd jest tam słowo coaching.

M.S.: Ta część książki może być dosyć trudna dla niektórych rodziców, ponieważ gdzieś z potrzeby łatwości być może chcieliby, aby była w niej jasna odpowiedź co robić, gdy dziecko zachowuje się tak, a co, gdy zachowuje się inaczej. Tak naprawdę to jest w niej pytanie do rodzica, kim chcesz być. A jeżeli tej odpowiedzi nie znajdujemy w sobie, to w takim razie co mogę zrobić, aby dostarczyć sobie wiedzy albo doświadczeń, aby ta odpowiedź przyszła dla mnie taka, jaką chcę. Myślę, że to jest coś co jest naprawdę wielką wartością tej książki w stosunku do innych, które są dostępne na rynku.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ