Integracja sensoryczna – jak wspierać rozwój dziecka? (wywiad)
Pin It

Chcesz przytulić swojego malucha, ale się od ciebie odpycha. Z trudem ułożony do snu, wybudza się przy najdelikatniejszym dźwięku. Codzienna kąpiel albo kremowanie twarzy to dla niego koszmar. Usuwasz z jego ubrań wszystkie metki, bo inaczej nie da ich sobie założyć. Dziecko jest rozdrażnione, płaczliwe, trudno je uspokoić. Tego typu zachowania mogą świadczyć o zaburzeniach integracji sensorycznej. O tym, czym jest integracja sensoryczna, dlaczego niemowlęta są przestymulowane i jakich zabawek im nie kupować, opowiada Aleksandra Charęzińska – pedagog specjalny, terapeuta integracji sensorycznej, specjalista diagnozy i terapii pedagogicznej.

Co to jest integracja sensoryczna?

Integracja sensoryczna to proces neurologiczny, w którym mózg odbiera i przetwarza bodźce zmysłowe docierające do człowieka, tak aby mógł na nie prawidłowo odpowiedzieć. Przykładowo, jeżeli mamy małe dziecko i odbiera ono bodźce dotykowe (np. jest przytulane, masowane, głaskane) to prawidłową reakcją powinno być zadowolenie i wyciszenie. Natomiast w przypadku problemów z przetwarzaniem bodźców sensorycznych, reakcją może być odpychanie się od rodzica i nielubienie dotykania, co nie jest standardową sytuacją. Może to świadczyć o tym, że dziecko jest nadwrażliwe na bodźce dotykowe. Inny przykład: jakiś czas temu przyszli do mnie na konsultację rodzice, których 16-miesięczny synek wybudzał się z głębokiego snu, gdy tata otwierał w kuchni butelkę z keczupem. Ten, niezauważalny dla niektórych dźwięk, budził dziecko. To z kolei oznaczało, że być może przetwarzanie bodźców sensorycznych było u niego zaburzone i powodowało nadwrażliwość słuchową.

Mówiąc o zmysłach, jakie bierzemy pod uwagę?         

Na ogół mówimy o istnieniu pięciu zmysłów: dotyk, wzrok, słuch, węch i smak. Natomiast w integracji sensorycznej jest jeszcze zmysł równowagi, który nazywamy układem przedsionkowym, oraz czucie głębokie, czyli układ propriocepcji. Dla rozwoju dziecka najważniejsze są trzy systemy zmysłowe, które są mocno stymulowane już w okresie prenatalnym: zmysł dotyku, równowagi i czucie głębokie. W przypadku tego ostatniego bardzo ważnym momentem jest poród. Podczas porodu naturalnego układ propriocepcji jest silnie stymulowany. Kiedy dziecko przechodzi przez kanał rodny, otrzymuje bardzo dużą ilość informacji, bodźców i ucisku. To moment graniczny, w którym dziecko jest najbardziej dostymulowane pod względem czucia głębokiego.

Polecamy: Rozwój zmysłów w życiu płodowym – sprawdź, od kiedy dziecko słyszy, co widzi i co mu najbardziej smakuje

Obecnie niemowlęta mają za dużo bodźców wzrokowych i słuchowych. Dzieci są przestymulowane tymi bodźcami ze względu na świat, w jakim żyjemy. Są one jednak niedostymulowane dotykowo, przedsionkowo i propriocetywnie.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii porodu. Mówisz, że w trakcie porodu naturalnego dzieci są mocno dostymulowane pod względem czucia głębokiego. Co się dzieje, jeżeli tego zabraknie, bo dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie?

Obserwujemy, że dzieci, które nie miały możliwości przejść przez kanał rodny, nie zawsze, ale bardzo często są nadwrażliwe dotykowo i są niedostymulowane propriocetywnie. Oznacza to, że potrzebują one dużej ilości bodźców czucia głębokiego, czyli mocnego masowania, mocnego przytulania, dociskania. Obserwujemy to także u dzieci z porodów powikłanych oraz bardzo szybkich, gdzie II faza porodu trwała 2–3 minuty. To ogromny szok dla organizmu kobiety i układu nerwowego dziecka. Te dzieci potrzebują silnych bodźców. Przykładowo są dzieci, które (często) ok. 8–9 miesiąca życia uderzają głową o ścianę albo o szczebelki łóżeczka lub potrafią uderzyć kogoś z tzw. bańki czy ocierają się o innych ludzi. One się w ten sposób dostymulowują. Nie ma stuprocentowej pewności, które dzieci będą mieć zaburzenia integracji sensorycznej. Jednak na podstawie analizy wszystkich dzieci, które zostały zdiagnozowane pod kątem przetwarzania bodźców sensorycznych, wyróżniono grupę ryzyka.

Kto w niej jest?

Na pewno są to dzieci rodziców, którzy sami mają zaburzenia integracji sensorycznej, o czym sporo dorosłych nie wie. Grupa ryzyka obejmuje też ciąże zagrożone i wszelkie nieprawidłowości w czasie porodu, w tym cesarskie cięcie, porody wspomagane i przedwczesne. W grupie tej są także noworodki z obniżoną skalą Apgar, dzieci z problemami rozwojowymi, niepełnosprawne, z problemami z napięciem mięśniowym, maluszki których rozwój przebiega w dolnej granicy normy i które dość późno nabywają różne umiejętności. W grupie ryzyka są też dzieci, które często mają zapalenie uszu i które są przestymulowane lub niedostymulowane bodźcami.

Niedostymulowane? To możliwe w obecnych czasach?

Rodzice czasami tak mocno rozciągają nad dziećmi parasol ochronny, że one same nic nie mogą zrobić. Są dzieci, które nie mogą zjeść rączkami, nie mogą nic dotykać, brudzić się, biegać, skakać, szaleć, fikać koziołków albo huśtać się za wysoko, bo coś im się stanie. To dzieci, które otrzymują za mało bodźców. Równocześnie jednak mogą być one przestymulowane wzrokowo i słuchowo, bo wiele czasu spędzają przed tabletem i telewizorem. Może być bowiem tak, że w obrębie jednego zmysłu dziecko jest przestymulowane, a w obrębie innego – niedostymulowane.

Jakie zachowania mogą świadczyć o tym, że niemowlę ma zaburzenia integracji sensorycznej?

W przypadku niemowląt mówimy o problemach z przetwarzaniem sensorycznym, a dokładnie o zaburzeniach samoregulacji. O tych problemach może świadczyć wiele różnych zachowań. Przykładowo w obrębie snu dotyczy to dzieci, które bardzo mało śpią, łatwo się wybudzają, mają problemy z zasypianiem albo potrzebują do snu stałej obecności rodzica – np. zasypiają tylko przy piersi, a odkładane do łóżeczka od razu się wybudzają. Dotyczy to także dzieci, które są nadwrażliwe na bodźce i przez to: nie lubią kąpieli, wszelkich zabiegów higienicznych, przytulania i dotykania, przebywania w niektórych pozycjach (np. na brzuszku), odpychają się od rodziców, są drażliwe i niespokojne albo bardzo źle reagują na światło i kolory, przez co nawet zwykły spacer w wózku może być dla nich trudny. Bywa też, że dzieci bardzo źle reagują na różne faktury, np. jakieś puchate substancje, futerka, watę. Niektóre maluchy reagują na to silnym płaczem albo nawet odruchem wymiotnym. Może to świadczyć o jakiś dysfunkcjach układu nerwowego. Takie maluszki potrzebują wsparcia. Jednak musimy pamiętać o tym, żeby zawsze najpierw wykluczyć problemy medyczne (alergie i nietolerancje pokarmowe, pasożyty, choroby grzybicze i inne), a dopiero potem diagnozować  malucha pod kątem integracji sensorycznej.

Wspomniałaś, że aktualnie dzieci są przestymulowane wzorkowo i słuchowo. Co to oznacza?

Współczesny świat i tempo życia nie służy niemowlętom. Układ nerwowy dzieci odbiera bodźce zupełnie inaczej niż u dorosłych i zawsze musimy o tym pamiętać. Jeżeli dajemy dziecku zabawkę, to powinna ona stymulować jeden, maksymalnie dwa zmysły. Przykładowo, jeżeli mamy grzechotkę to jest ona kolorowa (zmysł wzroku) i grzechocze (zmysł słuchu). To wystarczy. Bardzo często nasze maluchy są zasypywane ogromną ilością zabawek, które świecą, wibrują, ruszają się, tańczą, wydają różne dźwięki. Dla niedojrzałego układu nerwowego dzieci tych bodźców jest za dużo.

Warto spojrzeć też na miejsce, w którym przebywa dziecko. Często okazuje się, że w tych pomieszczeniach jest bardzo dużo bodźców – kolorowe elementy, silne światło, grający telewizor. Pod ich wpływem dziecko może być rozdrażnione, płaczliwe, może mieć problemy ze snem albo wybudzać się w nocy z płaczem z niewiadomego powodu. Tymczasem jest to jeden z objawów przestymulowania.

Pokoje dziecięce często są przeładowane bodźcami. Lepiej, aby w pokoju malucha nie za wiele elementów było na wierzchu. Wystarczy, że mamy jasne ściany, a na półkach ustawimy kolorowe książeczki, wszystkie zabawki, powiesimy kolorowe zasłonki, karuzele, nakleimy wokół różne naklejki i okazuje się, że tego wszystkiego jest już za wiele. Nie jestem zwolennikiem, aby wszystko było pochowane i dziecko nie miało do tego dostępu, ale dobrym rozwiązaniem są np. różne pojemniki, z których dziecko może wyciągać to, co chce (podobnie jest w pedagogice Montessori – łatwy dostęp do zabawek, ale tych „dobrych”).

W takim razie, jeżeli jesteśmy w ciąży i przygotowujemy się na przyjście maluszka, z czego możemy zrezygnować?

Na pewno do pierwszego roku życia dziecka możemy sobie odpuścić wszystkie grające, świecące, wibrujące zabawki oraz skomplikowane karuzele puszczające światła i muzykę. Zabawki są na początku naprawdę zbędne. One są przydatne dopiero, gdy dziecko zaczyna już chwytać. Dla noworodka najważniejsza jest bliskość rodzica. Jeżeli już koniecznie chcemy coś kupić, to zamiast wyszukanej zabawki lepiej wybrać hamak albo kołyskę, co stymuluje zmysł równowagi.

Polecamy: Lidia testuje: zabawki sensoryczne Lullalove MR B

A co z bujaczkami?

Bujaczki, leżaczki wymuszają pozycję półsiedzącą, a dla noworodka wskazane jest albo leżenie na plecach, albo na brzuszku. W dodatku często mają one elektryczne wibracje i wprawiają w ruch, którego nie jesteśmy w stanie sami dozować. Lepszym rozwiązaniem jest zwykły bujany fotel czy hamak. Bujanie się z dzieckiem na rękach, czytanie, śpiewanie, noszenie, mówienie do niego to najprostsze formy stymulacji.

Kiedy udać się z dzieckiem do specjalisty?

Na pewno wtedy, gdy dziecko jest bardzo wrażliwe na dotyk. Jeżeli maluch odpycha się od mamy, nie lubi być brany na ręce, lepiej funkcjonuje, gdy leży w łóżeczku i nikt go nie dotyka. To jest pierwszy znak ostrzegawczy. Warto skonsultować się, gdy dzieci bardzo nie lubią wszelkich czynności pielęgnacyjnych, np. nie znoszą kąpieli, nienawidzą mycia głowy, ubierania się. Jeżeli takie codzienne czynności wiążą się ogromnym płaczem i dyskomfortem, to warto to sprawdzić. W kontekście innych zmysłów patrzymy jak dziecko reaguje na różne bodźce, np. czy boi się głośniejszych dźwięków albo czy często się wybudza. Nie idziemy na konsultację, jeżeli wystąpi jeden niepokojący sygnał. Zazwyczaj jednak występują one razem. Tak naprawdę każdy z nas ma jakieś deficyty sensoryczne. Jeżeli utrudniają one codzienne funkcjonowanie dziecku lub rodzinie, warto to sprawdzić.

Co się stanie jeżeli zignorujemy początkowe sygnały?

W kontekście problemów sensorycznych teza, że dziecko z tego wyrasta, nie jest prawdą. Problemy z przetwarzaniem bodźców sensorycznych ewoluują. Dziecko bardzo nadwrażliwe z czasem do jednych bodźców się przyzwyczai (np. ubieranie, kremowanie), a do drugich – nie. Rodzice mają podobnie. Część z nich uważa, że pewne problemy już ich dzieci nie dotyczą, bo przywykli do pewnych sytuacji, np. do tego, że głowę myjemy dziecku raz w miesiącu, nie rozczesujemy kołtunów tylko je ścinamy, a paznokcie raz na jakiś czas obcinamy dziecku przez sen, bo inaczej się nie da. Rodzice z czasem przestają to zauważać. Tymczasem te problemy ewaluują, bo procesy integracji sensorycznej przebiegają etapami. O ile u malucha mogą wystąpić problemy ze snem, samoregulacją, nadwrażliwością na bodźce, o tyle u starszego dziecka może się to przejawiać słabszą motoryką i rozwojem ruchowym, słabszym osiąganiem umiejętności, niezdarnością, wycofywaniem się, unikaniem jakiś sytuacji albo nadmiernym poszukiwanie bodźców, dużą ruchliwością i problemami z koncentracją. Te problemy nie zanikają same z siebie. Z czasem zaczynają na nie narastać inne.

Za sprawą Williama i Marthy Searsów coraz częściej mówi się o tzw. High Need Babies (HNB) – dzieciach o wyjątkowych potrzebach. Czy tego typu określenia nie usypiają w nas trochę czujności i dochodzenia do tego, w czym tkwi problem malucha i jak go rozwiązać?

Śledzę temat HNB i bardzo mnie ciekawi tego typu podejście. W „Księdze dziecka” Searsów pojawia się problem zaburzeń integracji sensorycznej, ale nie w kontekście HNB, tylko nadwrażliwości na bodźce. Nie każde HNB będzie miało problemy z integracją sensoryczną bądź nie będą one na tyle duże, aby przeszkadzały w codziennym funkcjonowaniu. Objawy charakterystyczne dla HNB, my terapeuci nazywamy zaburzeniami samoregulacji, co jest wskaźnikiem wczesnych problemów sensorycznych. Jestem zwolennikiem tezy, aby przyglądać się tym maluszkom, ale równocześnie nie siać paniki. Robiłam jednak analizę w poradni, w której pracuję, i faktycznie na 100 przebadanych dzieci w problemami sensorycznymi, 42% z nich rodzice określili jako HNB. Mam też taką obserwację, że wszystkie dzieci posiadające diagnozę spektrum autyzmu z którymi miałam okazję pracować, w okresie niemowlęcym, były określane przez rodziców jako HNB. Trzeba obserwować, trzymać rękę na pulsie, trochę poznać temat integracji sensorycznej, aby wiedzieć na co zwrócić uwagę. Poza tym dziecko powinno być stymulowane sensorycznie w domu. Nawet poprzez zabawę i codzienne aktywności możemy zapobiec pewnym problemom i wspomóc rozwój dziecka.

Jak to robić?

Przede wszystkim obowiązują trzy złote zasady. Pierwsza – musimy akceptować nasze dziecko takie jakie ono jest i traktować je z szacunkiem i miłością. Bywa, że mamy jakieś wyobrażenie o naszym dziecku pod względem zachowania czy wyglądu fizycznego, a w rzeczywistości jest ono zupełnie inne. Dzieci są przecież różne i niekoniecznie chcą słodko spać w łóżeczku. Po drugie ważne jest stosowanie zasad pielęgnacji neurorozwojowej, czyli warto wiedzieć jak prawidłowo nosić, podnosić, przewijać dziecko, bo to też wspiera rozwój (obejrzyj film na ten temat). Trzecim elementem jest aktywność i zabawy, które stymulują zmysły i integracje sensoryczną. To proponowanie dziecku różnych zabaw w stosunku do jego wieku i umiejętności. To np. proste zabawy dotykowe, podczas których dziecko może dotykać różnych faktur, pobrudzić się albo włożyć coś do buzi. Zabranianie dziecku wkładania czegoś do buzi jest podstawowym błędem. Wszystkie niemowlęta poznają w ten sposób świat, bo w jamie ustnej są najbardziej czułe komórki dotykowe. Następnie są to zabawy słuchowe: śpiewanie, słuchanie muzyki, bawienie się prostymi instrumentami. Ważne są zabawy ruchowe, aby dziecko mogło spędzać dużo czasu na podłodze, a także bujanie maluszka, noszenie na rękach i zabawy w których uczestniczy rodzic – tzw. samolociki, siłowanki. Proste zabawy i proste zabawki to podstawa. Wszyscy wiemy, że najlepszą zabawką jest przecież łyżka drewniana, miska, butelka z ryżem albo gniotka zrobiona z balonu i wypełniona grochem. Najprostsze rozwiązania najlepiej stymulują rozwój dziecka.


Aleksandra CharęzińskaAleksandra Charęzińska – pedagog, terapeuta SI, terapeuta pedagogiczny, instruktor Masażu Shantala. Pokazuje jak wspierać rozwój niemowląt i dzieci poprzez codzienne aktywności i zabawy stymulujące zmysły.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

2 KOMENTARZY

  1. Dlatego właśnie wybieram proste zabawki. Pamiętam jak w ciąży szukałam kontrastowej przytulanki (aby nie miała takiego futerka pluszowego, jak to zazwyczaj mają maskotki, bo zostawia włoski potem w buzi dziecka) i znalazłam tylko zagraniczne Lamaze (produkcja wiadomo gdzie) i polskie Lullalove. Jakby producenci w ogóle nie zwracali uwagi na to, że noworodki i niemowlęta nie lubią pastelowych króliczków.

  2. Trochę nietrafny przykład z zabawkami. Wiem „co autorka miała na myśli”, ale grzechotka działa na trzy zmysły (wzrok słuch i dotyk) a nie na dwa, tak samo jak migająca, świecąca i grająca zabawka (wzrok słuch i dotyk), którą tutaj określono jako powodującą przestymulowanie. Może po prostu chodzi o intensywność i natężenie bodźców, a nie ilość zmysłów na które działa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ