Jak rozwijać mowę dziecka? Rozmowa z logopedą
Pin It

Jak rozwijać mowę dziecka? O używaniu zdrobnień i zalewaniu dziecka potokiem słów oraz o tym, co jest pomocne, a co szkodliwe w rozwijaniu mowy u niemowlaka opowiada Beata Sobera-Baron, logopeda i neuroterapeuta.

Kiedy zacząć rozmawiać z dzieckiem?

Jak najwcześniej, najlepiej już podczas ciąży. Chodzi o to, aby już w okresie prenatalnym dziecko oswoiło się z głosem matki. Dzięki temu później, po urodzeniu, głos mamy będzie działał na maluszka kojąco. Zresztą dziecko i tak będzie znało jej głos, ponieważ na tym etapie bierze udział we wszystkich codziennych sytuacjach przyszłej mamy. To ważne, aby już wtedy z dzieckiem rozmawiał też ojciec albo inne bliskie osoby, które będą pojawiać się w jego życiu, aby ich głos mógł wpływać na nie prawie tak samo jak głos matki.

Od kiedy dziecko słyszy dźwięki? Sprawdź tutaj!

Co wpływa na to, czy dziecko w przyszłości będzie mówiło poprawnie?

Wszystko zależy od tego, czy dziecko rodzi się zdrowe, jaką dostaje punktację w skali Apgar, czy były jakiekolwiek niepokojące sygnały, które mogłyby zakwalifikować dzieci do tzw. grupy ryzyka. Takimi czynnikami są m.in. niska masa urodzeniowa, zaburzenia rozwojowe, wcześniactwo, a nawet poród przez cesarskie cięcie, który może być wskazaniem, aby rozpocząć wczesną interwencję logopedyczną. Jest to związane z tym, że dzieci z cesarskiego cięcia często mają niedowrażliwości lub nadwrażliwości w obrębie twarzy. W trakcie cesarki ta część nie jest odwrażliwiana tak jak to się dzieje w trakcie porodu naturalnego. Zdarza się, że nawet dotyk w obrębie twarzy, ust jest dla dziecka nieprzyjemny lub sprawia mu ból. Już nawet położne, poprzez dotknięcie dłonią do twarzy dziecka, są w stanie ocenić czy dziecko urodziło się naturalnie czy przez cesarskie cięcie.

Jakie sygnały u niemowlęcia mogą nas zacząć niepokoić?

Jeżeli dziecko ma problemy z prawidłowym ssaniem. Może się zdarzyć anomalia jeżeli chodzi o budowę jamy ustnej, np. zbyt mocno wysklepione podniebienie, które nie pozwala przy ssaniu uzyskać odpowiedniego ciśnienia i dziecko się wtedy męczy w trakcie jedzenia. Słabe napięcie mięśniowe na wargach też utrudnia prawidłowe ssanie. Jeżeli słyszymy niepokojące cmokania w trakcie ssania, że dziecko bardzo głośno przełyka, dławi się pokarmem, ulewa to niekoniecznie musi to być związane z nieprawidłowym sposobem karmienia, a czasami może być wskazaniem, aby przeprowadzić dodatkowe badanie – najpierw pediatryczne, czasem laryngologiczne i sprawdzić czy wszystko jest dobrze z napięciem mięśniowym. Czasami konieczne może być też badanie neurologiczne.

A kiedy do logopedy?

Jeżeli coś dzieje się niepokojącego to bardzo wcześnie, najlepiej od razu. Tym bardziej, że jest wiele prostych sposobów na to, aby usprawniać aparat artykulacyjny. Można to zrobić na przykład poprzez masaż logopedyczny, który rodzic jest w stanie wykonywać samodzielnie w domu, np. przed każdym posiłkiem dziecka, o ile został odpowiednio zademonstrowany przez logopedę. Wskazaniem do szybkiej interwencji będzie też mocno skrócone wędzidełko podjęzykowe, co też utrudnia ssanie. Często język jest wręcz przyrośnięty do dna jamy ustnej i bardzo ważne jest tutaj, aby lekarze już bardzo wcześnie zwracali uwagę na to, że należy interweniować. Co prawda dziecko sobie z tym poradzi i dorośnie z tą wadą, jednak późniejsze interwencje są znacznie trudniejsze, ponieważ już nawet po podcięciu wymaga to terapii i treningu.

Na czym polega masaż logopedyczny?

Polega on na wykonywaniu okrężnych ruchów od czubka języka ku nasadzie. W przypadku niemowlęcia masuje się całą masę języka aż do wystąpienia trzykrotnego odruchu zwracania. Nie chciałabym jednak polecać tego rodzicom jako metody, dlatego że najpierw należałoby to ocenić fachowym okiem, bo niekoniecznie ten sam masaż będzie się nadawał dla każdego dziecka. Samo masowanie zwykle okazuje się dla rodziców rzeczą prostą do wykonania, ale najpierw powinno być wskazanie przez eksperta, czy w ten sposób możemy pomóc dziecku, a dopiero później można podjąć działanie.

Jakie nasze codzienne praktyki przy dziecku mogą niekorzystnie wpłynąć na rozwój jego mowy?

Szkodzimy dziecku m.in. nie wprowadzając w pewnym momencie stałych pokarmów. Jeżeli dzieci zbyt długo dostają pokarmy miksowane, półpłynne, to nie wzmacniają sobie mięśni żwaczy i nie wzmacniają warg. Bardzo niepokojące jest to, że dziecko samo nie potrafi ustami ściągnąć zawartości łyżeczki. Rodzice sami wyrabiają taki nawyk, że wkładając dziecku łyżeczkę do ust, wycierają ją o górną wargę, czyli tak naprawdę całą pracę wykonują za dziecko. A w karmieniu łyżeczką nie tylko chodzi o to, aby wprowadzić inne treści niż mleko, ale też o to, aby dziecko miało okazję poćwiczyć wargi i ruchy żujące, które mają wypierać ssanie.

Chcesz uniknąć papek? Dowiedz się więcej o BLW.

Nie przesadzajmy też z mówieniem do dziecka. Istnieją tzw. teorie kąpieli słownej, zgodnie z którymi, jeżeli będziemy dziecko zalewać słowami, to szybciej zacznie ono mówić. Należy z tym jednak trochę uważać, ponieważ zdarza się, że dzieci są wręcz zagadane i nie mają czasu na odpowiedź. Często jest tak, że pada pytanie i od razu na nie odpowiadamy wyręczając dziecko albo próbujemy jakoś przyspieszyć jego odpowiedź. Dziecko zaczyna się wtedy wypowiadać półsłówkami, jakimiś pojedynczymi słowami. Oprócz tego, że do dziecka mówimy, musimy też dać mu czas na odpowiedź i dostosować to do jego poziomu. Musimy dać dziecku czas na komunikat słowny już nawet w przypadku pierwszych słów, gdy dziecko zaczyna łączyć sylaby, co pojawia się po etapie gaworzenia, jak  „ma-ma”, „da”, „chodź”.

Jeżeli dziecko gaworzy i mówi już pierwsze słowa, raczkuje i zaczyna samodzielnie chodzić, to nie zgadzajmy się też na takie sytuacje, że gdy wskazuje na coś palcem to my od razu po to idziemy. Pozwólmy, aby starało się wypowiedzieć proste „da”. Motywujmy dziecko w ten sposób – nie zgadujmy jego potrzeb, ale dajmy mu czas i uczmy je tego, aby w jakiś sposób samo werbalizowało swoje potrzeby.

A co ze zdrobnieniami?

Można wprowadzać zdrobnienia, ale mądre dziecko szybko zauważy, że inni ludzie nie posługują się takim językiem, czego oczywiście ono samo nam jeszcze nie powie, jeżeli nie skończy roku. Na pewno jednak należy tego unikać. Dla dziecka łatwiejsze jest przyswojenie słowa w normalnej postaci, bo zwykle jest ono krótsze niż zdrobnienie. Łatwiejsze dla niego będzie słowo „pies” niż „piesek” czy „pieseczek”. Tworząc zdrobnienia często wydłużamy słowa, co dla dziecka tak naprawdę staje się trudniejsze w odbiorze, a daje dodatkowe przyzwolenie na to, aby stosować więcej zmiękczeń, co jest charakterystyczne dla dziecięcej mowy. Istnieje też taka tendencja, którą zauważam też u mojego młodszego dziecka, że skoro na wszystko istnieje zdrobnienie, to musi też istnieć „zgrubienie”, więc skoro może być „budyneczek”, to może być też i „budyn”. Starsze dziecko będzie umiało sobie z tym poradzić, ale niemowlę już nie i będzie ono chłonąć to słownictwo.

Istotne jest także, aby nie zmiękczać słów. Jeżeli prawidłowo mówimy głoski s, z, c, dz, sz, cz, dż, to nie zmieniajmy ich specjalnie na si, dzi, ci, zi, aby dla dzieci nie wychodziła z tego zmiękczona mowa, bo na pewno to zapamiętują.

Co jeszcze jest szkodliwe?

Niebezpieczeństwem jest również telewizja. Słyszałam o przypadkach, gdy mamy sadzają swoje niespełna roczne dzieci przed telewizorem. Zwykle bodziec wzrokowy jest pierwszy przed słuchowym, więc jeśli dziecko widzi mrugający obraz to tak naprawdę prawie nie zwraca uwagi na to co się dzieje w dialogu. Można by wyłączyć fonię, a dziecko i tak z równym zaciekawieniem patrzyłoby w telewizor. Absolutnie nie da się wprowadzić telewizji zamiast nauki mowy. Rodzice często wytaczają argumenty, że są przecież bajki dla dzieci, gdzie słownictwo jest do nich dostosowane, jednak tu znowu pojawia się obszar zainteresowania wzrokowego, gdzie dla dziecka to słuchanie będzie drugorzędne i na pewno nic to nie wnosi do nauki mowy. Trzeba też umieć dostosować bajkę do wieku dziecka, a jeżeli chodzi o te najmłodsze dzieci do 1. roku życia, to dla nich w ogóle nie powinno istnieć coś takiego jak bajka w telewizji.

A co ze smoczkiem?

Smoczek jako „uspokajacz” jest jak najbardziej czymś dobrym, zamiast paluszka czy rogu pieluszki flanelowej. Jeśli jednak obserwujemy, że dziecko ma cały czas smoczek w ustach, a nie płacze i nie domaga się go, to nie jest to dla niego dobra sytuacja, bo może powodować wady zgryzu, czy zmiany napięcia mięśniowego. Na pewno smoczek nie jest niezbędny. W momencie, gdy dziecko przestaje płakać albo zasypia, powinniśmy wyciągnąć mu smoczek w buzi.

Co można robić, aby rozwijać mowę dziecka w okresie niemowlęctwa?

Ważne jest czytanie i muzyka. Przykładowo, jest taka seria „Mozart dla dzieci” – są to melodie wpadające w określoną częstotliwość, przy których mózg wpada w częstotliwość alfa i lepiej chłonie wszystko to, co się dzieje dookoła dziecka. Ogólnie muzyka ma bardzo dobroczynny wpływ, m.in. dlatego, że pojawia się w niej rytm i takt, co dla rozwoju mowy ma bardzo duże znaczenie. Dzieci, które od początku były wychowywane w duchu muzyki, w środowisku, gdzie grano na różnych instrumentach, śpiewano, pojawiał się taniec, bujanie do rytmu, mają większą łatwość w przyswajaniu mowy, a później – w nauce czytania, pisania, czy też w nauce języków obcych.

Ważny jest też rozwój ogólnofizyczny. Dla mowy nie jest istotne tylko to, co się łączy z nią bezpośrednio, ale również np. to, czy dziecko raczkuje, czy wykonuje ruchy naprzemienne, zatem zachęcanie dziecka do tego, aby się turlało, podnosiło głowę, zaczynało raczkować w odpowiednim dla siebie czasie – ogólna motoryka będzie miała duże znaczenie dla rozwoju mowy. W późniejszym etapie będzie ważne np. ćwiczenie u dzieci chwytu pęsetowego, odpowiednie trzymanie kredki, chwytanie zabawek, co jest istotne, ponieważ pole w mózgu, które jest odpowiedzialne za ruchy precyzyjne dłoni jest bardzo blisko zlokalizowane pól związanych z nadawaniem mowy – jedno jakby napędza drugie. Na ogół dzieci, które mają problemy z prawidłową mową, mają też problemy grafomotoryczne, tak więc mobilizując jeden układ, pracujemy nad drugim.

Polecamy: Raczkowanie – 6 pytań do fizjoterapeuty

Dzieci często są zachęcane do tego, aby jak najszybciej zaczynały mówić. Niepokój wśród rodziców pojawia się wtedy, kiedy tego nie robią. Co w tej sytuacji może poradzić logopeda?

Jeżeli jest to dziecko między 2-3 rokiem życia to ma to prawo budzić niepokój. Nie zgadzam się z opinią, aby czekać z interwencją do 3. roku życia dziecka, bo wówczas jest to dla niego stracony czas. Możliwe, że konieczne będzie wykonanie badań dodatkowych, np. czy dziecko prawidłowo słyszy, ponieważ na skutek jakiejś infekcji dziecko może nabyć wadę słuchu, co należy monitorować.

Jeżeli nasze dziecko gaworzyło, mówiło pierwsze słowa, a przestaje to robić, to zawsze powinien być to dla nas niepokojący sygnał. Być może dziecko zaczyna cofać się do jakiejś wcześniejszej fazy i w takim przypadku trzeba naprawdę szybko interweniować, wykonać badania neurologiczne, audiologiczne. U dziecka do pierwszego roku życia na początku zawsze pojawia się okres melodii, tj. okres głużenia, a nawet dzieci niesłyszące głużą. Czasami dla rodziców dzieci niesłyszących jest to dziwne, że dziecko gaworzyło i przestaje. Do 6. miesiąca życia może być to jednak zwykłe głużenie, co dziecko robi mimowolnie, po prostu ćwicząc aparat, poruszając buźką i stąd te dźwięki wychodzą same. Dopiero od 6. miesiąca życia pojawia się gaworzenie, czego dzieci niesłyszące już nie robią. Jest to więc sygnał do obserwacji.


Body, pajacyki, sukienki, spodnie – szukasz ubranek dla niemowlaka? TUTAJ znajdziesz wiele propozycji.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

1 KOMENTARZ

  1. Juz kilkakrotnie spotkałam się z tym, że artykuły w tym portalu atakują cesarki i twierdzi się, że dzieci urodzone przez cc będą rozwijać się gorzej, będą miały nadwrażliwości, powikłania poporodowe itd. W naszej rodzinie z jednego roku mamy 5 dzieci. I wiecie co? Każde rozwija się inaczej. Mój syn jest po cc, miał 7 pkt, mając 10 miesięcy chodzi samodzielnie, zaczyna pięknie mówić, pediatra zawsze się dziwi, że się tak szybko rozwija. Dziecko z porodu naturalnego w naszej rodzinie zaczęło chodzić mając 15 miesięcy, nadal nie mówi. Prawda jest taka, że każde dziecko jest inne i inaczej się rozwija. Mój syn po cc uwielbia masaże twarzy, daje buzi, nie ma nadwrażliwości w obrębie twarzy. I tyle.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ