Pin It

Uśmiechnięte misie na płynie do kąpieli, jogurty dla dzieci ze słodkimi kotkami na wieczku, urocza, różowa szczotka. Co roku wydajemy tysiące złotych na produkty przeznaczone specjalnie dla dzieci. Których z nich naprawdę potrzebujemy?

„Żeby było jasne, niektóre z tych produktów faktycznie mają sens – jak np. szampon przeciw łzom –ale inne wykorzystują tylko trend, zgodnie z którym wszystko musi być niezwykle ekscytujące dla najmłodszych. Bo nie możemy przecież oczekiwać od dzieci, że będą używać nudnego, starego, zwykłego mydła w płynie, bez uśmiechniętych buziek na opakowaniu, prawda?”.

Tak o produktach przeznaczonych dla najmłodszych pisze dziennikarka Parentdish.co.uk, Liat Hughes Joshi . Trafia w sedno sprawy. Zadaniem współczesnych reklam jest przekonać nas, że każdy produkt ma swój charakter. I tak, nie kupujemy wody, bo chce nam się pić – kupujemy „męską” wodę którą piją sami górale lub „kobiecą” wodę która nawilża skórę. Mimo, że w obydwu butelkach znajduje się taki sam płyn. A dziećmi jest manipulować o wiele łatwiej, niż nami – stąd jogurty dla „maluchów”, dla zafascynowanych robotami chłopców i dla starszych dziewczynek. Dzięki temu dzieci mają dobrze się bawić nawet myjąc zęby czy jedząc kanapkę. Często jednak specjaliści od marketingu mają na myśli bardziej przyszłe zyski, związane z „przywiązaniem” malucha do konkretnej marki.

Kreskówka od rana do wieczora

Wielu zwraca uwagę na fakt, że dzieci, dla których każda codzienna czynność ma być ekscytującą przygodą z ulubionymi postaciami z kreskówek, mają później duży problem z przestawieniem się na „zwykłe”  produkty. Pisze o tym na jednym z forów mama 6-cio letniego Marcina. – Synek pojechał na obóz zuchowy. Po dwóch dniach otrzymałam telefon od wychowawców, którzy nie mogli sobie z nim poradzić. Nie chciał myć zębów, nie dało się mu wymyć włosów, nie jadł, nie bawił się, ciągle płakał. Musiałam zabrać go z kolonii. Co się okazało? Na obozie każde dziecko miało identyczny zestaw kosmetyków (by tym biedniejszym nie było przykro), wszystkie jadły też wspólnie. Mój syn płakał, bo dotychczas wszystko miał z motywem samochodów z bajki Auta. Myślałam, że tym go zachęcę do jedzenia, codziennej toalety itp. Teraz nie jestem już tego taka pewna. Na nowo uczę go myć zęby i jeść z „normalnych” talerzy, bo chcę żeby miał łatwiej, ale kroi mi się serce…

Ładniejsze smakuje lepiej

Rzeczywiście, zabiegi producentów trochę wymknęły się spod kontroli. Niedawno w programie  „Wiem, co jem” przeprowadzono eksperyment – grupie przedszkolaków zaserwowano trzy identyczne jogurty waniliowe, jednak jeden był w beżowym opakowaniu, drugi w opakowaniu w biedronki, a trzeci w różowym słoiczku z brokatowymi motylami. Większości dzieci najbardziej smakował jogurt z… ostatniego słoiczka. Warto pamiętać, że jeśli nie wytłumaczymy dzieciom , że wygląd to nie wszystko, takie nawyki mogą utrwalić się na przyszłość, gdy hamburger będzie atrakcyjniejszy od „nudnego” obiadu w domu. Dzieci zawsze naciągały w sklepie rodziców na słodycze; teraz płaczą również, gdy mama kupi zwykłą (a nie uśmiechniętą) szynkę, jogurt niepopularnej marki, czy nawet papier toaletowy bez zabawnego liska na opakowaniu. W ten sposób już nawet zastawę stołową, kosmetyki, produkty na obiad, detergenty i meble musimy wybierać z myślą o bajkowych postaciach, które na ich opakowaniu muszą się pojawić.

– Rola dzieci znacznie się zmieniła w ciągu ostatnich kilku lat. Dziś o wiele uważniej wsłuchujemy się w ich głos; to nie dziwne, że producenci starają się jak najlepiej odpowiedzieć na ich potrzeby, choć zgadzam się, że wiąże się z tym komercjalizacja dzieciństwa – tłumaczy na portalu Parentdish.co.uk Emma Worollo z jednej z firm marketingowych zajmujących się rynkiem dziecięcym.

Mniej za więcej

Warto sprawdzać, czy produkt faktycznie jest przeznaczony dla dzieci, czy raczej producent próbuje wcisnąć nam mniejszą porcję zwykłego produktu za wyższą cenę. Liczą się realne korzyści – szampon „nie szczypiący” w oczy pomoże znieść mycie włosów, a małe nożyczki z zabezpieczonym ostrzem świetnie sprawdzą się na zajęciach plastycznych w miejsce ostrych nożyc dla dorosłych. Zawsze przyglądajmy się wielkości opakowania i składowi. Często serek homogenizowany „dziecięcy” jest mniej zdrowy, niż ten w zwykłym opakowaniu, a poza tym jego mała porcja kosztuje dwa razy więcej, niż „dorosłe” opakowanie. Szczególnie warto być czujnym podczas sięgania po żywność. Makaron w kształcie kotków, o ile kosztuje tyle samo, co zwykły, to dobry sposób na urozmaicenie obiadu. Z kolei sok marchwiowy możemy spokojnie zrobić w domu lub kupić w dużej butelce, bo nie różni się niczym od tego sprzedawanego w tej samej cenie ale w wersji mini. Choć często kupujemy batony, napoje i nabiał reklamowane przez bohaterów kreskówek, by dziecko łatwiej przekonało się do zdrowego jedzenia, w rzeczywistości efekt bywa odwrotny. Maluch, który zamiast soku z Transformersami i jogurtu z Barbie ma zjeść babcine ciasto i wypić „nudny” kompot często wpada w histerię, mimo że jeszcze kilka dekad temu to babcine wypieki były marzeniem każdego kilkulatka. Dlatego warto z rezerwą podchodzić do wymysłów speców od marketingu, jeśli chodzi o produkty dla dzieci.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ