Nauka chodzenia - chodzik, pchacz, szelki i inne sprzęty
Pin It

Pierwsze samodzielne kroki to indywidualna sprawa każdego malucha. To, kiedy nastąpi ten moment, zależy od jego własnej gotowości. Mimo to na rynku można znaleźć wiele produktów, które mają wspomóc lub przyspieszyć ten proces. Niektóre z nich mogą okazać się przydatne, inne z kolei w ogóle nie powinny istnieć. Przyjrzyjmy się najpopularniejszym sprzętom przeznaczonym do nauki chodzenia.

Chodzik

Chodzik – przez niektórych wciąż uznawany za obowiązkowy element wyprawki, w rzeczywistości jedno z najbardziej szkodliwych urządzeń, jakie można sprezentować dziecku (w Kanadzie chodziki zostały wycofane z handlu).

Chodzik nie utrzymuje i nie wspomaga rzeczywistych zdolności motorycznych dziecka. Negatywnie wpływa na jego ruchy, tj. przeszkadza w rozwoju zmysłu równowagi, ogranicza w nauce upadania (która jest potrzebna!), wpływa na powstawanie wad postawy ciała, tendencję do usztywniania nóg i chodzenia na palcach.

– Chodzik uczy brzydkiego wzorca obciążania stóp. Dzieci w chodziku bardzo często odpychają się paluszkami od podłogi, a przecież w chodzie stawiamy całą stopę – od pięty do palców – mówi Katarzyna Błaszków, fizjoterapeuta oraz terapeuta metody NDT Bobath i Integracji Sensorycznej.

Fizjoterapeutka wyraźnie sprzeciwia się kupowaniu chodzika.

– W chodziku dziecko się nie wywróci i nie upadnie. Siedząc w nim, nie trenuje, jak uchronić się przed upadkiem. W pierwszym roku życia niemowlę powinno to przećwiczyć – mówi Błaszków. – Dodatkowo, dziecko w chodziku nie wzmacnia odpowiednio mięśni tułowia, które będą potrzebne przy samodzielnym poruszaniu się – dodaje.

W efekcie chodzik utrudnia naukę ładnego chodzenia.

– Jeżeli mama włoży dziecko do chodzika na chwilę to nie zrobi mu krzywdy, ale według mnie jest to rzecz, która powinna być wycofana z użytku – mówi Katarzyna Błaszków. – Do chodzika wkładamy dziecko na ogół w 5-10 miesiącu życia. To jest etap, kiedy niemowlę powinno spędzać dużo czasu na podłodze – turlając się, pełzając, bawiąc i ćwicząc tym samym swoje mięśnie, potrzebne do dalszego rozwoju. Chodzik to wszystko hamuje. W chodziku dziecko siedzi tylko frontem. Nie ma możliwości ćwiczeń rotacji prawo-lewo, z jednej strony na drugą. Dla dziecka, które ma słabe mięśnie, chodzik wydaje się zbawieniem, bo dzięki temu siedzi, może się przemieszczać. Tylko, że to nie jest dobre rozwiązanie jego kłopotów z napięciem mięśniowym. Takie dziecko potrzebuje trochę „sportu” z terapeutą NDT-Bobath, a nie przyspieszania rozwoju – dodaje.

Szelki

Szelki pozwalają na to, aby mieć malucha zawsze blisko siebie, bez konieczności schylania się do niego. To produkt bardziej przeznaczony do tego, aby kontrolować malucha, niż pomagać mu w nauce chodzenia. Może wydawać się on świetnym rozwiązaniem, bo przecież ciągłe schylanie się i prowadzenie malucha jest dosyć męczące dla naszych pleców. Czy naprawdę warto jednak inwestować w szelki?

– Jeżeli dziecko rozwija się prawidłowo to nie potrzebuje szelek – samo uchroni się przed upadkiem i pójdzie dalej – mówi fizjoterapeutka. – Jeśli maluch nie ma kłopotów z rozwojem motorycznym i zakłada mu się szelki tylko na chwilę to może i nie jest to złe, ale jeżeli stosuje się je często, nawet w domu, nie odstępując dziecka na krok, to raczej nie jest to dobrym rozwiązaniem – dodaje.

Szelki, podobnie jak chodzik, pozwalają na uniknięcie upadków. Jak zostało już wspomniane, dziecko, ucząc się chodzenia, trenuje również umiejętność własnej obrony przed upadkiem, która jest mu potrzebna do samodzielnego stawiania kroków.

Pchacze i jeździki

Pchacz, jak sama nazwa wskazuje, to niewielki pojazd, który ma służyć do tego, aby dziecko mogło stabilnie się na nim oprzeć i pchać je do przodu. Na ogół towarzyszą temu niezliczone zabawki, migoczące światełka i melodyjki umieszczone na sprzęcie. Zdaniem fizjoterapeuty jest to produkt, który faktycznie może być pomocny, ale dopiero na odpowiednim etapie rozwoju maluszka.

– Warto pamiętać, że chodzenie do przodu nie jest pierwszym sposobem poruszania się dziecka w pozycji stojącej. Najpierw jest wstawanie, potem chodzenie bokiem, potem jest tak, że dziecko trzyma się mebli i próbuje np. złapać pufę i to jest jego pierwszy samodzielny krok, później zaczyna chodzić do przodu. Kupowanie pchacza, bo dziecko ma się uczyć chodzić do przodu, jest bez sensu – wyjaśnia Katarzyna Błaszków.

Jak podkreśla fizjoterapeutka, z pchaczami wiąże się jeden kłopot – wszystkie są na kółkach, a dziecko nie zawsze potrafi się zatrzymać. Dlatego można znaleźć dla niego alternatywne (i tańsze!) rozwiązanie.

– Pchacza ze sklepu można zastąpić zwykłym, dużym pudłem – mówi Katarzyna Błaszków. – Ciężkie pudło, np. po pampersach, pchane przed siebie, nie odjedzie tak łatwo, jak na kółkach. Można się w dowolnej chwili zatrzymać, po czym pchać je dalej. Na początku może ono spełniać lepszą funkcję niż pchacz, tym bardziej, że pchając takie pudło, dziecko będzie ćwiczyć też mięśnie – dodaje.

Niejednokrotnie dzieci przyjmują sobie za takiego pchacza zwykłe krzesło, z którym wędrują po całym domu.

– Pchacze na kółkach są dla dzieci, które potrafią sprawnie chodzić i potrafią się zatrzymać w dowolnym momencie – dodaje Błaszków.

Niektóre pchacze mogą też spełniać inną funkcję – można na nich usiąść i jeździć, odpychając się stopami.

Taki jeździk nie dość, że jest ciekawą zabawką, to jeszcze pozwala maluchowi szybciej się przemieszczać. Dziecko, siedząc w nim, odpycha się od podłoża całymi stopami, co wspomaga też pracę mięśni nóg i rozwija koordynację ruchową dziecka.

Kask ochronny 

Zadaniem takiego kasku jest ochrona głowy dziecka przed wszelkimi obrażeniami podczas stawiania pierwszych kroków. Biorąc jednak pod uwagę to, że dziecko uczy się chodzenia stopniowo, co zajmuje mu kilka tygodni, oznaczałoby to, że malec musiałby mieć taki kask nieustannie na głowie. Kaski na ogół wykonane są z miękkiego materiału i mają wiele otworów wentylacyjnych. Mimo tego, nie zawsze ochronią one głowę malca przed przegrzaniem. Pytanie zatem: czy to naprawdę konieczne?

– Bobas, który ma częste upadki i uderzenia głową w podłoże z pewnością wykazuje słabe reakcje równoważne i reakcje obronne. Zamiast kasku polecam „gimnastykę” pod okiem specjalisty – dodaje Błaszków.

Trzymanie dziecka za rączki

To dosyć częsty widok. Kiedy dziecko zaczyna stawiać pierwsze kroki, dorośli chwytają je za ręce i prowadzą. Wydawałoby się to naturalne, jednak specjaliści mają inne zdanie.

– Normalnie chodzi się z rękoma w dole, więc dobrze byłoby, gdybyśmy uczyli dzieci chodzić w ten sposób – mówi Katarzyna Błaszków. – Jeżeli prowadzimy dziecko tak, że wisi nam na rękach, to nie jest to korzystne. Lepiej będzie jeśli dziecko będzie miało rączki trochę niżej i będzie mogło iść swobodnie z naszą asekuracją. Moim zdaniem nie trzeba dziecka uczyć chodzić „na siłę”. Jak będzie gotowe to wstanie i pójdzie samo. Jeśli nie to należy skonsultować tę sytuację z fizjoterapeutą – dodaje.

Kupować czy nie?

Zdaniem fizjoterapeutki, podstawowe pytanie, jakie warto sobie zadać to: jakie moje dziecko ma umiejętności i czy osiągnęło je adekwatnie do wieku? – Przyspieszanie nauki stania i chodzenia nie jest konieczne u dzieci rozwijających się prawidłowo pod względem motorycznym – mówi fizjoterapeutka. – Kluczowym zagadnieniem nie jest przy tym to, KIEDY dziecko zaczyna dane umiejętności, ale JAK będzie to robić – na ile stabilnie, czy ma prawidłowy wzorzec. Najczęściej chodziki, szelki i tego typu rzeczy kupują rodzice, których dziecko albo nie ma pewnych umiejętności, albo są one po prostu słabej jakości – dodaje.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

1 KOMENTARZ

  1. Każdy pewnie ma jakieś swoje zdanie na ten temat. U mnie zdecydowanie są to pchacze, które nie wymuszają na dziecko określonej postawy i uczą chodzić naturalnie, ale to rodzice sami powinno podjąć takie decyzje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ