noszenie dziecka na rękach
Pin It

Jednym z problemów z jakimi boryka się młoda mama jest noszenie dziecka. Odpowiedź na pytanie „nosić czy nie nosić?” często bywa bowiem niejednoznaczna. Z ust bardziej doświadczonych babć i cioć wciąż usłyszeć można:  – Nie noś, bo się przyzwyczai, albo: – jeśli ciągle będziesz usypiać w ten sposób, za chwilę nie będziesz mieć ani chwili wytchnienia. Te, powtarzane do znudzenia kwestie, niejednokrotnie stają się przyczyną frustracji. Bo mama czuje, że powinna być blisko swojego dziecka, a poprzez swą obecność chce zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i optymalne warunki rozwoju. Wybiera więc – o wiele trudniejszą –  ale bardziej satysfakcjonującą drogę permanentnego noszenia.

W pierwszych miesiącach życia ta taktyka okazuje się owocna. Maluch, który czuje bliskość mamy lepiej się rozwija, jest spokojniejszy i bardziej otwarty. Dodatkowo ciągłe kołysanie pomaga w rozwoju zmysłu równowagi i koordynacji wzrokowo-ruchowej, a także zapobiega kolkom. Sprzyja to również wytworzeniu się tej niepowtarzalnej więzi między matką a dzieckiem. Tempo współczesnego życia okazuje się jednak zbyt wymagające, dlatego kobieta szuka rozwiązań, które sprawią, że dziecko będzie mogło być przy niej nawet podczas wykonywania codziennych czynności. Sprzyja temu zresztą obowiązująca moda.

– Większość dziecięcych sklepów oferuje pokaźny asortyment, ułatwiający noszenie dziecka. Popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju nosidełka i chusty. W tym momencie dostępne są również specjalistyczne bluzy i kurtki z kieszenią na dziecko. Dzięki nim młoda mama może mieć dziecko zawsze przy sobie, zachowując dodatkowo wolne ręce  – przekonuje Adam Frasek, właściciel sklepu dziecięcego.

„Dziecko noszone od początku szybciej się usamodzielnia” – słychać zewsząd. To prawda. Ale w stwierdzeniu tym drzemie również pewna pułapka. Do takiego stylu życia przyzwyczaja się bowiem nie tylko dziecko, ale i mama. I gdy wraz z upływem czasu naładowane bliskością dziecko gotowe jest na podbój świata, nadgorliwa mama robi wszystko, by mu to utrudnić.

– To częsty błąd młodych mam, które za wszelką cenę starają się być perfekcyjne. Wciąż pokutuje tu stereotyp Matki Polki, bo społeczeństwo oczekuje od kobiety, że dziecko stanie się całym jej światem. Nieświadomie chcąc sprostać takim oczekiwaniom, a jednocześnie czując chęć opieki i zapewnienia bezpieczeństwa, kobieta staje się niewolnikiem własnego dziecka. A taka nadgorliwość niesie ze sobą wiele zagrożeń – twierdzi Danuta Owal,  psycholog dziecięcy.

Chodzi tu przede wszystkim o wykształcenie w dziecku poczucia, że mama jest na każde jego skinienie i zawsze gotowa do pomocy. Nawet jeśli dziecko jest ciekawe i gotowe na odkrywanie świata w sposób samodzielny, uniemożliwia mu się to, rzekomo w trosce o jego bezpieczeństwo. Dochodzi do sytuacji, w której nadopiekuńcza mama zapobiega nie tylko poznaniu potencjalnych zagrożeń, ale nawet naturalnych zjawisk czy czynności. W wyniku takiego zachowania dziecko staje się nie tylko niesamodzielne i rozpieszczone, ale w dalekiej perspektywie całkowicie nieprzygotowane do życia w grupie, niezdolne do podejmowania jakichkolwiek wyzwań czy samodzielnych decyzji.

Podobnie dzieje się zresztą z nadgorliwą mamą. Od początku żyje ona w strachu, że jej dziecko zrobi sobie krzywdę podczas naturalnych zachowań. Uniemożliwia mu je więc, wychodząc z założenia, że ona zrobi je szybciej i lepiej. Podąża za swoją pociechą krok w krok. Stopniowo uzależnia się od dziecka, zapominając o swoich potrzebach. Rzadko znajduje również czas dla siebie, traci kontakt ze znajomymi, rezygnuje ze swojej pasji. Często właśnie z tego powodu nie potrafi spokojnie wrócić do pracy i realizować się zawodowo. Doprowadza to do nienaturalnej sytuacji, w której kobieta nie potrafi zaakceptować faktu, że jej dziecko gotowe jest na poznanie prawdziwego świata – nie tylko tego, który dla niego stworzyła.

Zadając sobie pytanie „nosić, czy nie nosić?” należy kierować się po prostu zdrowym rozsądkiem. Warto wiedzieć, jakie są atuty noszenia i kołysania własnego dziecka, ale należy zdawać sobie sprawę z licznych zagrożeń, które czyhają na nadgorliwą mamę. A w razie wątpliwości można nawet wziąć czasem pod uwagę złote rady babć, cioć i innych osób, które na nasze życie są w stanie spojrzeć bardziej obiektywnie. Wszystko po to, by dziecku stworzyć nieograniczone możliwości rozwoju, zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i pewność, która z pewnością przyda się w przyszłości. A także po to, by mamie otworzyć drogę do realizacji i satysfakcji we wszystkich dziedzinach życia. Przede wszystkim w macierzyństwie.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

2 KOMENTARZY

  1. NOSIĆ! Jak jest malutkie jak najwięcej nosić. Używać chusty, bluz, kurtek umożliwiających noszenie i normalne funkcjonowanie (czyli wolne ręce). Nosić od maleńkiego – 3 tygodnie do mniej więcej roku, a potem to już na własną odpowiedzialność – warto zadbać też o własny kręgosłup. Dziecko od 18 miesiąca samo będzie chciało się oddalać. Już będzie gotowe. Dlaczego warto nosić? Mówię to jako doświadczona mama 2-ki dzieci. Anielka – urodzona pierwsza nie była noszona w chuście i dużo czasu spędzała w wózku i własnym łóżeczku. Franek od 1 miesiąca życia był noszony w chuście. Ciągle blisko mamy. Teraz, kiedy mają już prawie 6 i 3 latka widzę sporą różnicę w radzeniu sobie z emocjami. Anielka jest bardziej neurotyczna, częściej wpada w zły humor, Franek zawsze pogodny i bardzo czuły. Ktoś powie, że to geny. Ja jednak jestem przekonana, że dużą rolę odegrała tu właśnie kwestia noszenia w chuście, bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Anielka większą część okresu niemowlęctwa spędziła w wózku, choć była karmiona piersią i dużo tulona. Dziecko zostawione w wózku czuje się samotne i porzucone. Ja też słuchałam rad mam, babć i doświadczonych cioć – Nie noś, bo sobie potem nie poradzisz. Dopiero jak byłam w ciąży z Frankiem przeczytałam książkę którą każdemu polecam: „W głębi kontinuum” Jean Liedloff. I już nie miałam wątpliwości. Dzieci, które towarzyszą rodzicom stale, przy pracy, podczas spaceru, przy jedzeniu, odpoczynku, podczas spania zostają na całe życie wchodzą w życie z przekonaniem, że świat jest dobry i nic im nie grozi, że świetnie sobie poradzą z każdą przeszkodą. Dzieci, które zostawiamy, żeby same spały w wózkach, łóżeczka, zamkniętych pokojach, dzieci którymi od małego zajmuje się ktoś obcy – niania – żyją w ciągłym poczuciu lęku i niepewności, jakie zagrożenia ten świat im jeszcze przyniesie. Anielka wciąż prosi, żeby ktoś był przy niej w pokoju, „bo nie chcę być tutaj sama”. Tak żałuję, że ta książka nie wpadła mi w ręce przy pierwszej ciąży. Ale drogie mądre mamy – nie popełniajcie mojego błędu. Zaszczepicie w Waszych pociechach wiarę we własne siły i że sobie zawsze poradzą. Nie obawiałabym się też o mamy, o ich nadgorliwość i o to, że się zbyt przywiążą do dzieci. Noszenie dobrze robi też mamom. Nie uważam, że gdzieś tu mogłoby czyhać jakieś zagrożenie.

  2. Pamietajmy o tym, ze zadna chwila sie nie powtorzy, a ten czas, gdy nasze dziecko jest malenkie i potrzebuje prawdziwej, szczerej bliskosci mija bardzo szybko. Nosmy swoje dzieci dokad tego potrzebuja, bo ani sie nie obejrzymy, a pojda swoimi sciezkami. Ale tych cudownych chwil tulenia nikt nam nie zabierze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ