Pin It

Ogólnopolski System Ochrony Zdrowia podaje, że na same tylko suplementy dla dzieci do lat trzech wydajemy rocznie 100 milionów złotych. Jednak wielu naukowców uważa, że takie wspomaganie odporności jest nieskuteczne i zbędne.

Reklamy kuszą nas kolorowymi opakowaniami i pysznymi smakami dziecięcych suplementów diety. Oglądając je można dojść do wniosku, że nie podając dodatkowych witamin narażamy zdrowie i życie malucha na poważne kłopoty. W końcu nigdy nie jest bezpieczny – a to trwa zimowy okres zachorowań na grypę, a to wiosenne lub jesienne osłabienie, to znów letni czas, gdy malec dużo przebywa na słońcu i ma wiele okazji do zetknięcia się z zarazkami. Tymczasem lekarze uspokajają: wystarczy zbilansowana dieta. Jeśli zaś w diecie dziecka nie ma warzyw, owoców i nabiału, nadmierne karmienie kolorowymi pastylkami ma nikłe szanse poprawić jego zdrowie. Według pediatrów podajemy dzieciom suplementy po to, by… uspokoić sumienie.

Pizza plus pastylka

W końcu skoro pociecha pije „pyszny i zdrowy” syrop wzmacniający, to nic jej się nie stanie, jeśli na obiad zje tuczącą pizzę, a na przekąskę batona. To jednak nie do końca prawda. Nie dość, że witaminy zawarte w suplementach wchłaniają się gorzej, niż te pochodzące ze świeżego pożywienia, to często poza składnikami odżywczymi zawierają one również zadziwiającą ilość cukru, barwników i sztucznych aromatów. To tłumaczy, dlaczego dzieci wprost je uwielbiają! Lizaki, słodkie misie, syropy, kapsułki, rozpuszczalne napoje czy draże z witaminami potrafią mieć tyle samo kalorii, co baton czy czekolada. I tak samo szkodzą. Niemiecka organizacja konsumencka Warentest przebadała jakiś czas temu 23 preparaty z witaminami dla dzieci. Okazało się, że 18 preparatów nie nadawała się do spożycia dla małych dzieci, bo zawierało zbyt dużo witamin, a kolejne 5 nadawało się „względnie”. Ich spożycie więc nie pomagało, a jedynie groziło przedawkowaniem, tym bardziej, że maluchy pochłaniają przecież garściami atrakcyjne w smaku suplementy.

Lepsza czekolada

Naukowcy tłumaczą też, że lekarstwa muszą przejść surową kontrolę przed wejściem na rynek, co nie dotyczy już suplementów. Tu obowiązują mniej surowe normy. Jeszcze gorzej jest z jogurtami, słodyczami czy napojami z dodatkiem witamin. Często dla dziecka lepsze byłoby zjedzenie zwykłej czekolady, niż takich nasączonych barwnikami, cukrem i syntetycznymi witaminami „zdrowych” produktów. Tymczasem suplementy diety podaje w Polsce dzieciom już co trzeci rodzic. Trudno się dziwić, bo według danych IMS Health, producenci suplementów dla najmłodszych dzieci w zeszłym roku zwiększyli swoją ofertę o ponad 30%, a ich nakłady na reklamę zwiększyły się o 15%.

Kiedy podawać?

Czy jest więc jakikolwiek sens dodatkowej suplementacji? Tylko w wyjątkowych przypadkach. Według Instytutu Matki i Dziecka, małym dzieciom najczęściej brakuje jedynie witaminy D, którą jednak łatwo jest uzupełnić jedząc ryby, dobrej jakości żółte sery lub tran z pewnego źródła. Sporadycznie zdarza się, że malcom brak wapnia czy żelaza, jednak pozostałe witaminy w syropach czy lizakach nie są potrzebne. Powodem, dla którego suplementy mogą okazać się pomocne, jest długotrwała choroba przebyta przez dziecko. Jeśli maluch cierpiał na przeziębienie, świnkę i zatrucie pokarmowe pod rząd, schudł i zbladł, warto poradzić się lekarza, by zalecił mu suplement, który szybko pomoże postawić go na nogi.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

1 KOMENTARZ

  1. nareszcie głos zdrowego rozsądku. i nie jest to wcale nowe odkrycie- polecam książkę wydaną przez PIW ,,Smacznego- chorzy z powodu zdrowego jedzenia””.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ