Pin It

Pielęgnacja delikatnej skóry malucha to spore wyzwanie.  Kosmetyk powinien dawać ochronę na mrozie, słońcu, deszczu, nie uczulać, pielęgnować… Okazuje się, że sporo kremów dobrze sobie z tymi zadaniami radzi.

Flosik firmy Floslek kosztuje ok. 8 złotych. To krem przeznaczony dla dzieci od 6 miesiąca życia, szczególnie polecany przy mrozie i śniegu. Zawiera witaminę E, olej ze słodkich migdałów, prowitaminę B5 i woski ochronne, a także filtr UVB, niemal obowiązkowy nawet zimą. Niestety, nie podano, jaką ma moc a także, czy chroni też przed promieniowaniem UVA, ale i tak dobrze, że producent o niego zadbał. Krem jest bardzo gęsty i tłusty. To dobrze, jeśli zależy nam na ochronie skóry w zimowy poranek lub gdy chcemy ją nawilżyć po pobycie na słońcu. Świetnie sprawdza się też jako krem do rąk dla mamy. Jednak na większą część roku – ciepłe, jesienne czy wiosenne dni, może być nieco zbyt tłusty. Film pozostający na skórze jest mocno wyczuwalny.

Ziajka od Ziai kosztuje 3 złote, zawiera d-panthenol, witaminę E i witaminę F. Jak zwykle w przypadku kosmetyków Ziai, stosunek ceny do jakości pozostaje bezkonkurencyjny. Kremu można używać już od pierwszego dnia życia; zauważyłam też, że na kolejne miesiące firma ma serię osobnych kosmetyków. Ziajka nie zawiera barwników ani alkoholu, a krem otrzymał pozytywną opinię Centrum Zdrowia Dziecka. Bardzo dobrze się wchłania i uelastycznia skórę, ale nie zostawia na niej tłustej warstwy. Mówiąc szczerze, sprawdzi się nie tylko w przypadku dziecka, ale też mamy, nawet tej o alergicznej czy suchej skórze. Z uwagi na cenę można go używać też do rąk czy dłoni dziecka i nawet, jeśli po tygodniu trzeba będzie kupić nowe opakowanie, będzie się to opłacało. Do tego ma bardzo przyjemny zapach. Dobrze jest mieć go, na wszelki wypadek, zawsze w torebce.

Bambino marki Beiersdorf sprzedawany jest w płaskim opakowaniu, podobnym do kremu Nivea. Ja za nim nie przepadam, bo często trudno mi je otworzyć, ale to kwestia gustu. Kosztuje ok. 5 zł, nie zawiera dodatku witamin, za to tlenku cynku, talk i oleje mineralne. O tych ostatnich przeczytałam na stronie producenta, gdzie pisano o nich z dumą – jako o eliksirze nawilżenia. Tymczasem od dawna mówi się o tym, że w rzeczywistości trwale wysuszają skórę i że jako pochodne ropy naftowej nie powinny być stosowane stale, szczególnie na skórę małego dziecka. No cóż, poza tym, krem ładnie pachnie, dobrze się wchłania i zostawia na skórze lekką, mokrą warstwę, za czym ja akurat nie przepadam. Tlenek cynku zapewnia szczególną ochronę przed wiatrem, a talk pomaga łagodzić podrażnienia i rzeczywiście – pod tymi względami krem się sprawdzał.

Podsumowując – moim zdaniem bezkonkurencyjna jest Ziajka. Niezwykle tania, bezpieczna i skuteczna. Od Bambino odstraszył mnie dziwny skład, a Flosik jest dobry, ale troszeczkę za tłusty i „toporny” w aplikacji na buzię dziecka.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ