Pin It

Wybór pasty do zębów dla dzieci jest trudny – nie może być niesmaczna, bo dziecko nie będzie chciało jej używać. Z drugiej strony, maluchy zbyt dobrą pastę traktują jako… deser, co też nie jest wskazane. Przetestowaliśmy trzy popularne pasty.

Wiele dzieci nie cierpi miętowego smaku past. Nawet niektórzy dorośli przerzucili się na pasty ziołowo lub smakowe, więc trudno maluchom się dziwić. Colgate 2-6 kosztuje ok. 8 złotych i nadaje się do stosowania powyżej drugiego roku życia. Niestety, jest miętowa, co młodszym dzieciom kojarzy się zwykle z nieprzyjemnym lekarstwem. Rodzice, którzy „naczytali się” o tym, że w dzisiejszych czasach fluor dodawany jest do wody i past, a czasem i podawany obowiązkowo w szkole na fluoryzacji, przez co dzieci otrzymują go w nadmiarze, mogą być niechętni pastom z dodatkiem tego składnika. W Colgate znajdziemy dodany sztuczny fluor.  Na plus mogę ocenić opakowanie – nie z bohaterami kreskówek, a z miłymi dla oka zwierzątkami – kotkiem czy króliczkiem.

Oral-B Stages to pasta za ok. 10 złotych. Na opakowaniu uśmiechają się do nas księżniczki i wojownicy z bajek Disney’a, co pewnie nie wszystkim rodzicom przypadnie do gustu. Pasta ma owocowy, przyjemny smak, może aż za przyjemny, jeśli chodzi o dzieci, które mają skłonność do jedzenia pasty. Tubki mają zakończenie w kształcie gwiazdek czy serduszek, przez co łatwo jest namówić dziecko do „zabawy” w wyciskanie zabawnych kształtów. Ta pasta również zawiera fluor. Dobrze przemyślano tu opakowanie, które pozwala wycisnąć ostatnią kroplę pasty.

Ziajka marki Ziaja kosztuje ok. 5 złotych. Na opakowaniu czytamy, że nie zawiera fluoru, przez co jest polecana nie tylko dla maluchów „od pierwszego ząbka”, ale też dla dzieci z terenów, na których woda jest mocno fluorowana. To od razu sprawiło, że byłam do niej nastawiona przychylnie. Pasta ma bardzo przyjemny, nieco ziołowo-słodki smak, jak się okazało, żurawinowy. To świetnie rozwiązanie, bo ani nie przypomina deseru, ani wstrętnego lekarstwa. Pasta jest po prostu smaczna. Podoba mi się też opakowanie, wyraźnie skierowane do dzieci, ale nie przesadnie bajkowe. Skład pasty jest w dużej mierze naturalny – to tymianek, lukrecja czy krzemionka. Szczerze mówiąc, właśnie takie składniki przekonują mnie w paście najbardziej, a nie chemiczne kompleksy myjące, o niewiadomym składzie. Ponieważ pasta nie ma „truskawkowego” czy „balonowego” koloru i zapachu, nie musi zawierać konserwantów – to plus dla rodziców „ekologicznych”. Dzięki naturalnemu wyciągowi z żurawiny jest lekko czerwona i ma „żurawinowy” zapach, który bardzo przekonuje dzieci. Co jakiś czas sama używam tej pasty do mycia swoich zębów.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ